Wywiad pochodzi z książki 50 osobistości biznesu dla Fundacji “Akogo?”, którą zaprezentowano na gali w piątek 18 czerwca. Cały dochód ze sprzedaży książki przeznaczony jest na Fundację Ewy Błaszczyk AKOGO?

 

Ewa Tinz
Prezes i współwłaścicielka poznańskiej firmy Badania i Wdrożenia Quark Sp. z o.o. Absolwentka Wydziału Chemii na Uniwersytecie Wrocławskim, aktywna członkini stowa- rzyszenia Klaster Laboratoriów Polskich.
Jej mocną stroną w biznesie jest budowanie długofalowych relacji z klientem, pasją – praca za stołem laboratoryjnym, a największą fascynacją – dzieło i postać Alberta Einsteina.

 
BWL: Skończyła Pani studia chemiczne i od samego początku swojej kariery pracuje Pani w zawodach ściśle związanych z kierunkiem wykształcenia.

Ewa Tinz: To prawda. Pierwszą pracę podjęłam w kameralnym laboratorium prowadzonym przez dwójkę współwłaścicieli w Zielonej Górze. Przepracowałam tam prawie dziesięć lat, po czym uznałam, że czas na zmianę i znalazłam się w firmie, w której zajmowałam się szeroko rozumianą ochroną środowiska. To dało mi nowy obraz, jak wiele mamy ustaw, rozporządzeń, jak wiele obowiązków nałożonych jest na każdego pracodawcę. Poznałam normy ISO, które wtedy dopiero wchodziły do firm – normę jakościową, środowiskową, bhp. Zyskałam olbrzymie doświadczenie, które uświadomiło mi, z czym w przyszłości być może sama będę musiała sobie radzić jako właścicielka własnej firmy.

BWL: Więc to wtedy właśnie zaświtał Pani pomysł założenia własnego biznesu?

ET: Po części, bo ja od zawsze nosiłam w głowie marzenie o posiadaniu własnego labo- ratorium. I to się w końcu udało. W 2012 roku założyłam firmę – laboratorium chemiczne zajmujące się badaniami próbek środowiskowych; gleb, wód podziemnych, powierzchniowych, ścieków, osadów, odpadów. Oczywiście firmy nie zakładałam sama, na swojej drodze spotkałam osoby, które wspólnie dały siłę i moc, by to zrobić.

BWL: Co stanowiło największe wyzwanie na starcie działalności?

ET: Wiedziałam, że komercyjne laboratorium tylko wtedy będzie miało klientów, kiedy uzyska akredytację Polskiego Centrum Akredytacji w Warszawie. Stanęłam przed wyzwaniem wprowadzenia normy branżowej dla laboratoriów (PN-EN ISO/IEC 17025). Byłam tak przejęta, że księgę jakości i procedury pisałam sama, korzystając z doświadczenia z poprzedniej firmy. Dużą pomoc miałam także ze strony swojej pierwszej pracownicy, była naprawdę dobra! Obecnie nasze drogi już się rozeszły, ale Joanna zostanie w mojej pamięci jako wspaniały pracownik i bardzo dobry specjalista. Pozdrawiam Cię, Asiu!

Tak więc w rok po powołaniu spółki uzyskałam certyfikat akredytacji PCA. Jestem z tego dumna do dziś! Pamiętam, jak stanęłyśmy przed pierwszym audytem akredytacyjnym, wspominam to ze łzami w oczach. Dwie doświadczone audytorki z PCA były na miejscu w laboratorium przez trzy dni, a my uwijałyśmy się jak mrówki, by udowodnić, że naprawdę jesteśmy gotowe do uzyskania akredytacji. Akredytacja taka potwierdza nie tylko umiejętność wykonywania badań, ale to także obróbka statystyczna wyników, walidacja metod, dbałość o spójność pomiarową, badania biegłości i oczywiście prowadzenie całej dokumentacji systemowej zgodnie z polską normą.

BWL: Jak rozwijała Pani ofertę firmy? Którą z usług Quark zaoferował jako pierwszą?

ET: Na początku mogłam sobie pozwolić na wykonywanie prostych oznaczeń: azotu, fosforu, chlorków, magnezu, wapnia, pH, ChZT, BZT –chemicy wiedzą, że to nie są skomplikowane badania i nie wymagają drogiego sprzętu, na który początkowo nie było mnie po prostu stać. Wyzwaniem był nawet zakup polskich norm, każdy tysiąc złotych oglądałam kilka razy przed wydaniem. Gdy teraz wspominam pierwsze lata, nie mogę uwierzyć, że to się wszystko udało.

BWL: Bo przecież się udało. Dziś zatrudnia już Pani cały zespół specjalistów.

ET: Owszem, mam pięcioosobowy zespół wspaniałych ludzi. Robimy już naprawdę dużo oznaczeń i choć daleko mi do wielkich laboratoriów, to jestem dumna. Każdy sprzęt został zakupiony z własnych pieniędzy.
Wykonujemy badania, korzystając z metod miareczkowych, wagowych, potencjometrycznych, elektrochemicznych, spektrofotometrycznych, absorpcyjnych, chromatograficznych. Dużym krokiem w rozwoju firmy był zakup spektrometru absorpcji atomowej, a teraz niedawno – również chromatografu gazowego. Chemik kocha takie urządzenia, to jest czysta poezja! Proszę wyobrazić sobie kolumnę chromatograficzną o średnicy wewnętrznej pół milimetra zwiniętą w piękny zwój, która rozdziela związki i pozwala je oznaczyć ilościowo! Zajęcia laboratoryjne na studiach dają możliwość pracy na takim sprzęcie, ale kiedy kupujesz swój własny pierwszy chromatograf gazowy, to go głaszczesz i całujesz jego obudowę.

BWL: To są nieznane laikom uroki pracy analityka. A co stanowi największą trudność i barierę wejścia na rynek laboratoriów analitycznych?

ET: Konkurencja! Na rynku w Polsce i w Europie mamy wiele dużych laboratoriów, często z zagranicznym kapitałem. Wygrać w przetargu z takimi konkurentami jest prawie niemożliwe. Ceny proponowane przez tych „dużych” są dla nas zabójcze. Ale radzimy sobie. Jesteśmy firmą otwartą na każdego klienta, a dla wielu z nich kluczowa jest nawet nie cena, ale to, że mogą zadzwonić, porozmawiać o swoich próbkach, dowiedzieć się, dlaczego np. pH jest takie wysokie albo za niskie, co może zrobić u siebie w zakładzie, by to zmienić. Ta komunikacja i relacje z klientami to nasz atut. Nie mamy osobnych działów w firmie, do których byłyby przypisane konkretne osoby, u mnie każdy jest próbkobiorcą i analitykiem, każdy potrafi zrobić sprawozdanie z badań i każdy bierze udział w badaniach biegłości, które trzeba zaliczyć, by utrzymać akredytację.

BWL: Co dziś jest dla Pani źródłem największej satysfakcji biznesowej?

ET: Największa satysfakcja pojawia się wtedy, gdy trafiają do nas duzi klienci, np. duże koncerny samochodowe, którym naprawdę zależy na ochronie środowiska. Takie firmy dążą do minimalizacji szkód w środowisku, poprawiają swoje warunki produkcji, a potem my z nimi współpracujemy i sprawdzamy, czy kolejne ich działania przynoszą efekty, czy np. poziom Cr+6 (czynnik rakotwórczy) faktycznie uległ zmniejszeniu. To dla nich rozszerzamy nasz zakres akredytacji, kupujemy sprzęt itd. Są siłą napędową firmy. Olbrzymią satysfakcję dają mi też moi pracownicy, kiedy widzę, że dobrze się czują w naszym laboratorium, tworzą naprawdę wspaniały klimat, a na dodatek wszyscy są łasuchami: raz czy dwa w miesiącu ktoś przynosi blaszkę własnoręcznie zrobionego ciasta – zawsze wszystko znika!

BWL: Sposób, w jaki opowiada Pani o swojej firmie, dowodzi, jak ważne są dla Pani relacje z ludźmi. Czy jest zatem ktoś, kto daje Pani szczególne wsparcie i inspirację do działania?

ET: Taką moją siłą zawsze w życiu był i jest mój syn – Jakub. On naprawdę w chwilach zwątpienia zawsze przy mnie był i nadal mnie wspiera. Jest już dorosłym mężczyzną – bardzo go cenię i szanuję. Bo to też taki mój sukces – wychowałam go na dobrego człowieka.

BWL: Wspomniała Pani, że na starcie firmowej działalności nie spodziewała się, iż sukces trze- ba będzie okupić tak dużym wysiłkiem. Gdyby można się było cofnąć czas: jakich wskazówek udzieliłaby dziś Pani sobie samej stojącej przed decyzją o założeniu firmy?
ET: Milczałabym jak zaklęta. Dziś wiem, że im mniej wiesz na starcie o skali czekających cię trudności, tym jesteś odważniejszy. Gdybym wie- działa, ile pracy mnie czeka… może bym się nie zdecydowała. I to byłby największy błąd w moim życiu.

WYOBRAŹNIA jest WAŻNIEJSZA od WIEDZY. Wiedza jest ograniczona, a wyobraźnia otacza CAŁY ŚWIAT. Albert Einstein

Kategorie: Media o nas